Łukasz Chmielniak

adwokat

Posiadam bogate, ponad dwunastoletnie doświadczenie
jako obrońca w skomplikowanych
i wieloaspektowych sprawach karnych gospodarczych oraz karnych skarbowych. W wielu z nich krzyżowały się materie prawa gospodarczego, cywilnego, podatkowego, a także prawa karnego...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

O tymczasowym aresztowaniu wprost…

Łukasz Chmielniak11 sierpnia 20204 komentarze

To co zdarzyło się ostatnio – mowa o aresztowaniu Margot – skłania mnie do ponownego zabrania głosu w sprawie tymczasowych aresztów. Nie będą to jednak porady, instrukcje czy sugestie jak się zachować podczas czynności, lecz kilka moich refleksji na ten temat. Mam bowiem wrażenie, że ciągle mówi się o tym za mało, że temat jakkolwiek istotny jest omijany, a to bardzo źle, bo stanowi jedną z największych patologii polskiego wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych.

Z doniesień prasowych dowiaduję się, że aktywistka LGBT Margot została aresztowana w związku ze zniszczeniem samochodu Fundacji Pro – Prawo do Życia. Media podają, że Sąd Rejonowy, do którego został skierowany wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania nie uwzględnił go, jednak na skutek zażalenia, areszt został zastosowany przez Sąd Okręgowy.

Sprawa jest bulwersująca we wszystkich możliwych aspektach. Bulwersuje przede wszystkim decyzja Sądu w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania, jako środka kompletnie nieadekwatnego do zaistniałej sytuacji. Bulwersuje także to, że obrońca Margot nie ma do niej dostępu i jak twierdzi nie wie gdzie się ona znajduje (przynajmniej tak było przez pewien czas). W końcu bulwersuje osadzenie Margot w męskiej celi, co w jej sytuacji może naprawdę mieć straszliwe konsekwencje. Te wszystkie rzeczy nie powinny mieć miejsca w państwie prawa, stanowią bowiem przekroczenie granic, które i tak  od lat są mocno przesuwane.

Sprawa Margot poruszyła opinię publiczną bo miała szansę  zostać naświetlona przez media. Na co dzień jednak w sądach areszty stosuje się w  sprawach równie bulwersujących, o których nigdy szersze grono osób się nie dowie. Areszty stosowanie są w pośpiechu, bezrefleksyjnie, bez wyobraźni i często bez jakiejkolwiek analizy akt sprawy. Nie chcę “krzywdzić” tymi wypowiedziami wszystkich sędziów, ale jednocześnie z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że w większości przypadków takie są smutne realia. Uważam więc, że trzeba o tym mówić, nie przechodzić nad tym do porządku dziennego i nie udawać, że wszystko jest w porządku, bo nie jest.

Paradoksem jest to, że orzekanie w sprawach o zastosowanie tymczasowego aresztowania  to przecież element kontroli sprawowanej przez sądy nad postępowaniem przygotowawczym, wyłom od nad wyraz inkwizycyjnego charakteru tego postępowania, ale co najważniejsze postępowanie, w którym orzeka się o jednym z najbardziej podstawowych praw człowieka – o prawie do wolności i to nie w związku ze skazaniem ale w stosunku do osoby, wobec której obowiązuje domniemanie niewinności. Z wyżej wskazanych przyczyn orzekanie w przedmiocie tymczasowego aresztowania winno być nadzwyczaj rozważne, wyważone, a co najistotniejsze poprzedzone wnikliwą analizą akt sprawy.

Tymczasowe aresztowanie nie jest karą lecz środkiem mającym zabezpieczyć prawidłowy tok prowadzonego postępowania, dlatego może być stosowane między innymi wtedy gdy przemawia za tym uzasadniona obawa mataczenia, ukrywania się, ucieczki, czy w końcu realne ryzyko wymierzenia podejrzanemu surowej karny w przypadku skazania go za zarzucany mu czyn. W praktyce natomiast środek ten często stosowany jest w kompletnie innych celach, czego jaskrawym przykładem jest to, o czym w ostatnich dniach dowiadujemy się mediów. Konia z rzędem bowiem temu, kto logicznie uzasadni potrzebę tymczasowego aresztowania Margot. Czy gdyby nawet doszło do jej skazania, to czy myślicie, że za zniszczenie samochodu którykolwiek sąd wymierzyłby jej surową karę pozbawienia wolności? Czy w sytuacji gdy incydent z udziałem Margot jest nagrany i publicznie znany istnieje obawa mataczenia w sprawie? Czy w realiach jakie widzimy – Margot na ulicach Warszawy “prosi” policjantów o zatrzymanie – istniała obawa ucieczki, czy ukrywania się? Oczywiście odpowiedź na wszystkie powyższe pytania musi być negatywna. Tymczasowe aresztowanie jest środkiem o charakterze ultima ratio, stosować je można tylko wtedy gdy inne środki – te wolnościowe – nie są wystarczające do zapewnienie prawidłowego przebiegu postępowania. Czy naprawdę w przypadku Margot żaden inny środek nie wypełniłby swojej roli? Oczywiście, że wypęłniłby. I raz jeszcze chcę podkreslić, że w wielu innych sprawach wolnościowe środki również są wystarczające.

Żyjemy w kraju coraz bardziej represyjnym, owa represja objawia się między innymi w działaniach organów ścigania. Dlatego rolą sądów, tak ważną jest sprawowanie kontroli nad tymi działaniami i przeciwstawianie się im jeżeli przekraczają granice prawem nakreślone. W sprawach aresztowych sądy powinny więc stać na straży praworządności i kontrolować poczynania prokuratury, nie pełnić zaś roli służebnej wobec organów ścigania. Mam natomiast wrażenie, że w wielu przypadkach tak właśnie to wygląda.

Skąd to się bierze?

Zachodzi oczywiście pytanie dlaczego tak się dzieje. Moje refleksje poniżej.

  1. Po pierwsze, naleciałości historyczne. Trzeba pamiętać, że polski proces karny, z uwagi na uwarunkowania historyczne, był przez dziesięciolecia delikatnie rzecz ujmując daleki od doskonałości (zresztą nadal jest). Uprawnienia procesowe podejrzanego do późnych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku były niewielkie, a areszty stosował sam prokurator. Nawet po nowelizacji procesu karnego, która weszła w życie w 1998r. mieliśmy do czynienia z patologiami, które sprowadzały się do pełnej tajności akt na etapie postępowania aresztowego. Obrońca nie miał nawet dostępu do wniosku aresztowego, nie mówiąc w ogóle o możliwości zaznajomienia się z materiałem dowodowym uzasadniającym stosowanie tego środka. Sytuacja zmieniła się dopiero kilka lat temu, kiedy to wprowadzono przepis, zgodnie z którym wraz z wnioskiem aresztowym obrona może zapoznać się z aktami sprawy. Dodam jednak, że i teraz przedmiotowe uprawnienie często przybiera iluzoryczną postać, co przekłada się na możliwości realizowania prawa do obrony.
  2. Po drugie, “jeżeli prokurator potrzebuje aresztu, to trzeba mu go dać”. Takie słowa usłyszałem kiedyś od aplikantki sądowej, która wróciwszy z zajęć przekazała, czego się na tych zajęciach nauczyła. Jeszcze raz zastrzegam, że nie chcę generalizować, ale na podstawie wielu rozmów z osobami ze środowiska sędziowskiego ma wrażenie, że takie właśnie u sędziów panuje przekonanie. To prokurator decyduje o tym czy potrzebuje aresztu, czy nie, a sędzia jest od tego, żeby tę jego wolę spełniać.
  3. Po trzecie, system. O zastosowaniu tymczasowego aresztowania orzekają sędziowie Sądów Rejonowych. Młodzi, często niedoświadczeni prawnicy. Osoby dopiero wkraczające na drogę prawniczej kariery, jeszcze niepewni, niesamodzielni. Łatwiej jest im areszt zastosować, niż sprzeciwić się prokuratorowi. Do tego dochodzi dodatkowa kwestia, coraz większa aktywność Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego w jednej osobie w ściganiu sędziów za wydawanie decyzji merytorycznych.
  4. Po czwarte, organizacja pracy. Sędziowie często zarzucani są całkowicie nieprawdopodobną liczbą spraw, w których muszą orzekać. Są przepracowani. Taka sytuacja nie sprzyja koncentracji na sprawach wpadkowych, jakimi są sprawy aresztowe.
  5. Po piąte, bo tak łatwiej. Kiedyś rozmawiałem z sędzią, który zwierzył mi się, ze swoich kłopotów, powstałych w związku z niezastosowaniem w głośnej sprawie aresztu. Skonkludował mniej więcej tak: “ja mam swoje życie, żonę, dzieci, kredyty, następnym razem będę stosował areszty jak leci, nie zastanawiając się nad tym.” To smutne ale prawdziwe, myślę, że niestety wielu sędziów tak do tego podchodzi.

Być może słowa napisane w tym wpisie będą dla niektórych za mocne. Być może mój ogląd sprawy jest nazbyt jednostronny. Chcę jednak żeby takie stwierdzenia wybrzmiały, zaistniały w przestrzeni publicznej, stanowiły zaczątek dyskusji na ten temat. Sprawa Margot jakkolwiek bardzo wyrazista nie jest bowiem jedyną taką. Nadeszła pora aby na ten temat przestać mówić tylko w zaciszu adwokackich gabinetów i znacząco poszerzyć przestrzeń do takie dyskusji.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 606 833 038 e-mail: lchmielniak@chmielniak.com.pl

Jak pisałem w moim ostatnim wpisie do zatrzymania dochodzi w znaczącej mierze dlatego, żeby wykorzystać efekt zaskoczenia, strachu, dezorientacji. Po to aby popracować nad zatrzymanym. Żeby wymusić na nim przyznanie się do winy, a co może nawet ważniejsze, uzyskać informacje o nieznanych dotychczas organom ścigania okolicznościach czynu. Niezwykle ważne jest więc aby w takiej sytuacji zachować zimną krew, postępować świadomie i nie dać się ponieść emocjom.

Co zatem powinieneś zrobić kiedy o szóstej rano wejdą do Ciebie funkcjonariusze PG, CBŚP, CBA czy innej służby? Oto kilka rad ode mnie.

1. Nie stawiaj oporu, nie zachowuj się agresywnie, nie prowokuj

Zazwyczaj osoby, które dokonują tak zwanych “realizacji” zachowują się dość kulturalnie. Oczywiście nie daj się zwieść takiemu zachowaniu, panowie/panie nie przyszli do Ciebie po to aby się zaprzyjaźnić i zaprzyjaźnienie się z nimi nie spowoduje, że będziesz lepiej traktowany. To część ich treningu. Łatwiej jest pracować nad człowiekiem stwarzając wrażenie przyjaciela niż wroga.

2. Wydaj rzeczy, które są przedmiotem przeszukania

Jeżeli wraz z zatrzymaniem odbywa się przeszukanie, najlepiej wydaj rzeczy, których szukają funkcjonariusze. Lepiej dać im to co masz, niż pozwalać, żeby sami dokonywali przeszukania.

3. Oszczędzaj czas

Podczas zatrzymania w naturalny sposób funkcjonariusze będą wywierać na Ciebie presję. Pamięta jednak, że masz prawo załatwić swoje potrzeby fizjologiczne i przygotować się do wyjazdu. Domagaj należytego traktowania. Będziesz się czuł lepiej kiedy będziesz umyty i porządnie ubrany. W takich warunkach lepiej będziesz znosił izolację. Pamiętaj, że będziesz izolowany prawdopodobnie minimum 48 godzin.

4. Nie zapomnij o lekarstwach

Jeżeli cierpisz na jakieś choroby poinformuj o tym niezwłocznie funkcjonariuszy podczas zatrzymania. Jeżeli przyjmujesz lekarstwa również przekaż taką informację. Najlepiej jakbyś miał takie lekarstwa przy sobie. Co do zasady będziesz podlegał badaniu przez lekarza i to on w zasadzie zadecyduje o tym, czy i jakie lekarstwa będziesz mógł przyjąć. Warto jednak na wszelki wypadek takie lekarstwa mieć przy sobie – przekaż je funkcjonariuszom. Weź też dokumentację medyczną jeżeli taką posiadasz, może się przydać w toku postępowania.

5. Zawiadom o fakcie zatrzymania osobę najbliższą

Na Twoje życzenie fukcjonariusze zobowiązani są powiadomić najbliższą dla Ciebie osobę o fakcie zatrzymania. Skorzystaj z takiej możliwości jeżeli podczas zatrzymania jesteś sam. To ważne, żeby Twoi bliscy wiedzieli co się z Tobą dzieje. Mogą również pomóc w znalezieniu obrońcy.

6. Zawiadom obrońcę o fakcie zatrzymania

Ta czynność jest niezwykle istotna. Najlepiej aby adwokat towarzyszył Ci od pierwszych chwili zatrzymania – będzie kontrolował sytuację i na bieżąco doradzał co robić. Jeżeli nie znasz adwokata, który zajmuje się sprawami karnymi niezwłoczne skontaktuj się ze swoim prawnikiem (prawnikiem wewnętrznym swojej firmy lub znajomym prawnikiem) i poproś o znalezienie specjalisty z zakresu prawa karnego. Jeżeli nikogo takiego nie znasz poproś rodzinę o poszukanie karnisty. Pamiętaj to bardzo ważne aby sprawę od samego początku zlecić osobie mającej doświadczenie w sprawach karnych. Nie zwlekaj z tym, działaj od razu!

7. Nie daj się wciągnąć w rozmowy z funkcjonariuszami

Nie daj się wciągać nawet w nieformalne rozmowy z funkcjonariuszami. Przede wszystkim nie rozmawiaj z nimi na temat sprawy i nie słuchaj ich “rad”. Raz jeszcze podkreślę, to nie są Twoi koledzy, którzy chcą Twojego dobra. Od początku do końca cały proces zatrzymania zaprojektowany jest na osiągnięcie określonego celu, którym jest przyznanie się przez Ciebie do winy.

8. Nie składaj wyjaśnień i nie podpisuj protokołu wyjaśnień bez obecności Twojego obrońcy

Przede wszystkim możesz zostać przesłuchany przez funkcjonariusza, zanim jeszcze trafisz do prokuratora. W związku z tym pamiętaj, nie rozmawiaj o niczym z funkcjonariuszami i nie podpisuj żadnych protokołów zanim nie przyjedzie Twój prawnik. Nawet jeżeli sprawa wydaje się oczywista (np. zostałeś załapany na gorącym uczynku wręczenia korzyści majątkowej) zachowaj zimną krew, odmów złożenia wyjaśnień i nic nie podpisuj. W praktyce pewne sytuacje wcale oczywiste być nie muszą i przy umiejętnie prowadzonej obronie da się minimalizować znacząco skutki Twoich zachowań.

Ponadto jak już zostaniesz przetransportowany do prokuratora nie składaj wyjaśnień pod nieobecność Twojego obrońcy. Jeżeli twój obrońca nie jest obecny, a prokurator naciska na przeprowadzenie czynności przedstawienia zarzutów, po prostu nie przyznawaj się do popełnienia zarzucanych czynów i odmów złożenia wyjaśnień.

9. Proś jeżeli czegoś potrzebujesz

Jeśli podczas zatrzymania czegoś potrzebujesz informuj o tym. Jeżeli zostałeś przywieziony do prokuratora poproś o rozkucie, nie ma potrzeby żebyś siedział w kajdankach. Prokurator najczęściej wyraża na to zgodę. Jeżeli chce Ci się pić proś o wodę. Jeżeli źle się czujesz informuj o tym. Nie bój się mówić o swoich potrzebach. Zazwyczaj zostaną one spełnione, a zaspokojenie ich poprawi Twoje samopoczucie.

Powyżej przekazałem Ci kilka ważnych rzeczy, które pomogą Ci przetrwać zatrzymanie (na naszym portalu poświęconym korupcji możesz również przeczytać o konsekwencjach zatrzymania). Jednak jeżeli podejrzewasz, że taka sytuacja może zaistnieć, najlepiej wcześniej spotkaj się z adwokatem i omów Twoje podejrzenia. Podczas takiej rozmowy specjalista z zakresu prawa karnego należycie przygotuje Cię do ewentualnego zatrzymania.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 606 833 038 e-mail: lchmielniak@chmielniak.com.pl


Państwo staje się coraz bardziej represyjne. Owa represyjność wyraża się między innymi w tym, że zamiast wezwać Cię na przesłuchanie prokurator wyda nakaz zatrzymania i doprowadzenia na czynności i to niezależnie od tego, czy rzeczywiście istnieje niebezpieczeństwo ukrywania się i ucieczki, czy też takiego ryzyka nie ma. Owo zatrzymanie jest realizowane przez PG, CBŚP, CBA. Zależy to od tego kto prowadzi konkretne postępowanie. Niestety często zatrzymanie przekształca się w tymczasowe aresztowanie. To zaś nie kończy się zazwyczaj na trzech miesiącach.

Dlaczego tak się dzieje?

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że takie postępowanie organów ścigania (formalnie o zatrzymaniu decyduje prokurator, ale jak wspomniałem realizują je CBŚP, CBA, PG etc.) jest podyktowane przede wszystkim jednym czynnikiem – pracą nad człowiekiem. Element zaskoczenia, który towarzyszy zatrzymaniu, brak przygotowania do przesłuchania, nadzwyczajny stres, swoiste wyrwanie z rutyny dnia codziennego ułatwiają takie działania.

Klienci opowiadają mi, że praca nad nimi zaczynała się już podczas drogi na przesłuchanie. Perswazja wyrażała się bądź to wprost w namawianiu do przyznania, bądź w półsłówkach, przekazywaniu fragmentów informacji w mimowolnie rzuconych zdaniach. Sposobów jest wiele. “Niech się pan przyzna, my i tak wszystko wiemy”, “pana wspólnik wyjaśnia, a pan się nie będzie bronił, nic pan nie powie?”, “jak się pan teraz przyzna to jeszcze dzisiaj będzie pan w domu”, to niektóre tylko sformułowania, które już w radiowozie padają z ust transportujących funkcjonariuszy CBŚP, CBA, czy PG. W wielu przypadkach funkcjonariusze namawiają również zatrzymanych aby nie informowali prawników o fakcie zatrzymania i o planowanych czynnościach. W końcu po co komu prawnik, tylko przeszkadza i utrudnia prokuratorowi robotę.

Co robić?

Ja wiem, że każdy menedżer uważa, że taka przygoda mu się nie przydarzy. Mam świadomość tego, że większość z Was wypiera takie ewentualności i najchętniej o nich nie myśli.  Jednak takie sytuacje się zdarzają, czy tego chcecie czy nie. Przytrafiają się nie tylko osobom, które popełniły czyn zabroniony, ale także tym, którzy nigdy tak o swoim postępowaniu nie myśleli. Dlatego apeluję o to, aby nigdy nie lekceważyć dochodzących Was sygnałów o tym, że coś się dzieje i nie czekać aż CBŚP, CBA, czy PG rozgości się w Waszym domu lub biurze któregoś dnia o 6 rano.

Jeżeli  więc jesteś wezwany na przesłuchanie jako świadek (nie tylko do PG, CBŚP, CBA, ale również do organów skarbowych), jeżeli sprawa, w której zeznajesz może dotyczyć chociażby pośrednio Ciebie, jeżeli CBA, CBŚP, PG lub organy skarbowe proszą o jakieś dokumenty dotyczące Twojej działalności, to takie zdarzenia powinny uruchomić czerwoną lampkę. Skontaktuj się z prawnikiem zajmującym się sprawami karnymi i skonsultuj to co się stało. Nie zwlekaj. To ani nie kosztuje majątku, ani nie wymaga nadzwyczajnego czasu.

Jakie korzyści z kontaktu z prawnikiem?

  • Po pierwsze prawnik oceni, czy czynności, które miały miejsce stanowią dla Ciebie ryzyko i jak znaczące jest to ryzyko.
  • Po drugie jeżeli to ryzyko jest istotne omówi z Tobą sytuację i przygotuje Cię na ewentualne zatrzymanie. Omówi jak wyglądają czynności zatrzymania, przesłuchania i ewentualnego posiedzenia aresztowego. Jeżeli będziesz na nie przygotowany nie będą już takie straszne i zaskakujące.
  • Po trzecie możesz przygotować z prawnikiem wyjaśnienia na wypadek zatrzymania i przesłuchania.
  • Po czwarte będziesz miał kontakt do zaufanego prawnika żeby niezwłocznie skontaktować się z nim w momencie zatrzymania. Natychmiastowa reakcja prawnika na Twoje zatrzymanie ma fundamentalne znaczenie dla Twojej obrony.

Miałem kiedyś klienta, który miał przygotowaną listę rzeczy do zrobienia na wypadek porannego przyjazdu funkcjonariuszy. Na trzeciej (dwóch pierwszych nie wymienię;) pozycji był “telefon do Chmielniaka”;). Pamiętajcie warto planować i być przygotowany na każdą ewentualność w życiu. W tym przypadku może to przesądzić o Waszej wolności.

P.S. Najczęściej panowie odwiedzają we wtorek około 6.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 606 833 038 e-mail: lchmielniak@chmielniak.com.pl

Kazus nie dla aplikantów

Łukasz Chmielniak29 czerwca 2020Komentarze (0)

Zdaję sobie sprawę, że aplikantom podchodzącym do egzaminów zawodowych moje kazusy już się nie przydadzą ale zupełnie przypadkowo wpadła mi do głowy dalsza część tego, który napisałem kilka tygodni temu i postanowiłem się moimi przemyśleniami z Wami podzielić.

Stan faktyczny

Pamiętacie ostatni kazus? Tak, to dobrze, bo stan faktyczny tam napisany przyda się również do rozstrzygnięcia tego, który napiszę teraz (dla tych, którzy nie pamiętają lub nie czytali jest tutaj).

Po zdarzeniach, które miały miejsce uprzednio zarząd “naszej” spółki z o.o. będąc przerażony nadchodzącym kryzysem, równie gorączkowo i irracjonalnie jak poprzednio szuka na rynku towarów, które mogą przed rzeczonym kryzysem uchronić spółkę. Po ich znalezieniu dokonuje stosownych zakupów. Rzecz jednak w tym, że nie kupuje tych towarów bezpośrednio od producenta. Powiedzmy, że nawet do producenta się nie zwraca o ofertę. Korzysta natomiast z pośrednika. Spółka pośrednika jest spółką stosunkowo młodą i kompletnie nieznaną w branży, z której pochodzą nabywane towary. Kapitał zakładowy tej spółki wynosi kilkadziesiąt tysięcy złotych, a kontrakt, który ma z nią zostać zawarty wart jest kilkaset milionów złotych.

Warto dodać, że właściciel i prezes zarządu pośrednika przekroczył w przeszłości kilka zakazów, co powinno uruchomić czerwoną lampkę u “naszego” zarządu. Tak się jednak nie dzieje. Zarząd spółki z o.o., nie patrząc na producentów towarów i oferowane przez nich ceny, z sobie tylko znanych przyczyn decyduje się na zawarcie kontraktu z pośrednikiem. Zarząd “naszej” spółki wypłaca pośrednikowi z góry około 200 mln PLN. Kontrakt nie jest w żaden sposób zabezpieczony. W szczególności zaś nie jest zabezpieczony zwrot wpłaconej z góry kwoty na wypadek braku realizacji umowy, bądź nienależytego jej wykonania. Dostawy z powyższego kontraktu mają wpłynąć do spółki pod koniec – załóżmy – lipca, jednak do dnia 29 lipca spółka otrzymuje jedynie promil zamówionych towarów.

W międzyczasie sprawą zaczynają interesować się mniejszościowi wspólnicy spółki: zadają zarządowi niewygodne pytania, proszą o wgląd do dokumentów. Zarząd przedstawia im jedynie umowę ramową z pośrednikiem, z której oczywiście nic nie wynika, nie chce zaś pokazać umowy szczegółowej, tłumacząc, że któryś z pracowników wziął ją do domu. Zarząd spółki broni się, jak poprzednio – nadzwyczajnymi okolicznościami. Jednocześnie, celowo, bądź nie wprowadza pytających wspólników w błąd. Wskazuje, że towary są jest już na granicy i podlegają odprawie celnej, podczas gdy towarów na granicy oczywiście nie ma. Okazuje się również, że producenci towarów nigdy z pośrednikiem nie zawierali żadnych umów na ich dostawę. Jakie będą dalsze działania zarządu nie wiadomo.

Postawione pytania

Pytanie do casusu jest jedno, ale fundamentalne – czy oprócz konsekwencji prawych zarząd wyżej opisanej spółki nie powinien przypadkiem zostać szybko zmieniony?

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 606 833 038 e-mail: lchmielniak@chmielniak.com.pl

Kazus dla aplikantów

Łukasz Chmielniak28 maja 2020Komentarze (1)

Zbliżają się egzaminy adwokackie. Ponieważ sądy jeszcze nie zaczęły pracy w pełnym wymiarze, w związku z czym mam więcej czasu, postanowiłem trochę wspomóc aplikantów i wymyśliłem kilka kazusów, które mogą posłużyć powtórzeniu materiału z prawa karnego i rozruszaniu głowy przed egzaminem. Oto pierwszy z nich.

Stan faktyczny

Spółka x jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością reprezentowaną przez zarząd. W spółce jest również ustanowiona rada nadzorcza.

W pewnym momencie, pod koniec roku obrotowego, powyższą organizację dobiegają informacje o zbliżającym się kryzysie. Ów kryzys jest jeszcze daleko, ale wiadomo, że prędzej czy później nastąpi i dotknie również spółkę x. Pomimo to organizacja x nic w zasadzie nie robi żeby się na ów kryzys przygotować. Nie startuje w przetargach żeby nabyć środki potrzebne do ochrony przed kryzysem, nie czyni koniecznych zapasów, nie szkoli swoich kadr do tego żeby były gotowe na przyjście trudnych chwil.

Ma inne sprawy na głowie – np. zamierza przekazać ogromną darowiznę na cele nie związane bezpośrednio z samą organizacją (jakieś 2 mln PLN) i próbuje przekonać radę nadzorczą o zasadności tego posunięcia.

Rada Nadzorcza co prawda się waha, a w zasadzie udaje że się waha, bo w końcu podejmuje stosowną uchwałę i pieniądze wypływają ze spółki. Całkiem niezła kwota jak na taką organizację. Spokojnie mogłaby posłużyć do zgromadzenia zapasów, które przydałyby się podczas kryzysu.

Kiedy ów kryzys nadchodzi organizacja x jest kompletnie nieprzygotowana. Nie ma ani ludzi, ani zaplecza towarowego. Panuje dezinformacja, chaos, panika. Zarząd niewłaściwie zarządza kadrami, w magazynach brakuje zapasów potrzebnych do przetrwania kryzysu. Zarząd zamiast koncentrować się na zwalczaniu skutków kryzysu oskarża poprzednich członków zarządu – którzy zostali odwołani wiele lat temu ze swoich stanowisk – o brak przygotowania spółki na nadejście kryzysu.

W całym rozgardiaszu zarząd spółki zaczyna gorączkowo poszukiwać możliwości opanowania kryzysu. Postawiony pod ścianą, po omacku próbuje zaradzić nadciągającej katastrofie.

W tym szaleństwie pojawia się człowiek, znajomy jednego z członków zarządu, który wykorzystując tę znajomość oferuje spółce towary, które mogą jej pomóc przetrwać kryzys. Co warto podkreślić, ów kontrahent nie trudni się zawodowo sprzedażą takich towarów, jest trenerem tenisa. Specjalnie na potrzeby planowanej transakcji zakłada naprędce działalność gospodarczą i sprzedaje spółce ogromną partię towarów, kasując za tę sprzedaż ogromne kwoty.

Spółka kupuje te towary od owego trenera w ciemno. Nie sprawdza ich, nie weryfikuje źródła pochodzenia tych towarów, nie dochowuje jakichkolwiek aktów staranności w związku z nabyciem przedmiotowych wyrobów. Istotne jest również to, że ów trener tenisa nie jest jedynym pośrednikiem w łańcuchu dostaw do spółki.

Towary od momentu ich sprzedaży przez producenta/dystrybutora przechodzą przez wiele podmiotów, a każdy z nich nalicza wysoką prowizję od sprzedaży. W konsekwencji spółka kupuje te produkty za cenę wielokrotnie przewyższającą cenę sprzedaży ich przez producenta/dystrybutora (i oczywiście znacznie wyższą od ceny rynkowej, przynajmniej tej przed kryzysem).

Po nabyciu towarów okazuje się, że są one wadliwe, a tym samym bezużyteczne. Zarząd spółki broniąc się argumentuje, że wyżej opisana transakcja została dokonana w szczególnych okolicznościach, nie miał wystarczającej ilości czasu na weryfikację towaru i kontrahenta i sam został wprowadzony w błąd.

Zadania do wykonania

  1. Czy Twoim zdaniem zarząd spółki x w wyżej zakreślonym stanie faktyczny powinien ponieść odpowiedzialność karną? Uzasadnij swoje stanowisko.
  2. W przypadku odpowiedzi twierdzącej na pierwsze pytanie, jak zakwalifikował/a byś powyższy stan faktyczny z perspektywy przepisów ustawy karnej?
  3. Czy przyjęta przez zarząd spółki x linia obrony miałaby szanse na powodzenie w prokuraturze (w sądzie)? Uzasadnij swoje stanowisko.

P.s. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób oraz zdarzeń jest wyłącznie przypadkowe ? 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 606 833 038 e-mail: lchmielniak@chmielniak.com.pl

“Puste faktury pod faktoring”

Łukasz Chmielniak28 kwietnia 20202 komentarze

Ostatnimi czasy dużo się dzieje: forsowane są absurdalne przepisy karne, mamy do czynienia z najszybszym w historii prokuratury polskiej umorzeniem wszczętego postępowania karnego, urzędnicy państwowi wkraczają w sferę praw obywateli bez jakiejkolwiek podstawy prawnej tylko po to, żeby za wszelką cenę utrzymać się u władzy. Zdarzenia, które oscylują w okolicach absurdu można by mnożyć, jest tego trochę. Najgorsze jest jednak to, że kraj w którym żyjemy coraz mniej przypomina państwo prawa, a coraz bardziej laboratorium szalonego eksperymentatora.

Faktury pod faktoring

Dziś jednak nie o tym. Nawet bowiem w ciężkich czasach pandemii, a może właśnie dlatego, że takie czasy nastały, nie dają o sobie zapomnieć moi ulubieni poszukiwacze pustych faktur. Tak, znowu dostaję ciekawe telefony i maile w tym temacie. Znowu bowiem “przedsiębiorcy” mylą mnie z handlarzem nielegalnym towarem. Poniżej ostatni z nich (zachowałem oryginalą pisownię).

“Temat: Koszty pod faktoring

Treść wiadomości:

Dzień dobry, czy dalej Pan specjalizuje się w dziedzinie sprzedawania kosztów.? Jeśli tam, mam pytanie czy jest możliwość zakupienia po przez pana faktur pod faltoring. Moja branża-agencja reklamy.”

O co chodzi?

Co z niego wynika, pomijając nieznajomość zasad języka polskiego?

Po pierwsze to, że – znowu o tym piszę – niestety mało kto czyta ze zrozumieniem. Nie ukrywam, że coraz bardziej mnie to przygnębia. Oczywiście nigdy nie specjalizowałem, się, nie specjalizuję, ani nie będę specjalizował się w “dziedzinie sprzedawania kosztów”. Piszę o tym po to, żeby zwrócić uwagę na problem, nie po to żeby brać udział w tym procederze. Zresztą po co ja to piszę, pewnie nikt tego nie przeczyta!

Po drugie to, że proceder “kupowania kosztów” ciągle trwa i niestety stosowane przez państwo procedury nie zatrzymały go, a być może w obliczu kryzysu gospodarczego będzie się wzmagał.

Po trzecie w końcu, zwróćcie uwagę na to zachowanie. Tu nie tylko chodzi tylko o pomniejszenie przychodu i tym samym obniżenie podatku. Osoba, która do mnie napisała chce jeszcze przedstawić tę fakturę faktorowi, czyli na jej podstawie uzyskać stosowne finansowanie, co czyni to zachowanie podwójnie nagannym.

Wiem, że pisałem już o procederze kupowania faktur wielokrotnie, zatem wałkowanie tego tematu również w tym poście może Was nudzić. Tym razem chciałem jednak pokazać Wam nieco szerszy przykład oszustwa.

Na dziś kończę i jak zawsze życzę zdrowia.

Następnym razem będzie bardziej merytorycznie – obiecuję!

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 606 833 038 e-mail: lchmielniak@chmielniak.com.pl

Oszustwo w dobie koronawirusa

Łukasz Chmielniak23 marca 2020Komentarze (0)

Jeszcze kilka tygodni temu nikt nie spodziewał się, że tak drastycznie zmieni się nasze codzienne życie, sposób pracy, możliwość kontaktu z rodziną, kolegami, współpracownikami. To co się stało przeszło chyba najśmielsze oczekiwania wszystkich nas, a wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek.

https://bialekolnierzyki.com.pl/co-jest-najwazniejsze-w-oszustwie/Pandemia nie potrwa dwa, trzy tygodnie lecz będzie z nami znacznie dłużej. Dotknie nas wszystkich, jeżeli nie zdrowotnie, to na pewno ekonomicznie.

Najbardziej odczują ją usługi – restauracje, knajpy, siłownie, turystyka, usługi specjalistyczne. Myślę jednak, że ucierpią również inne sektory gospodarki, chociażby branża budowlana, czy produkcyjna.

Najpewniej nastąpi spowolnienie gospodarcze, ludzie przestaną płacić podatki, składki na ZUS, a także swoje firmowe lub prywatne zobowiązania. Zaczną się problemy z płynnością finansową. Wiele długów nie zostanie ostatecznie uregulowanych. Te ekonomiczne skutki wirusa będą zresztą odczuwalne znacznie dłużej niż zdrowotne.

Spory, restrukturyzacje i upadłości

Wyobrażam sobie, że w ślad za niezapłaconymi długami i utratą płynności finansowej wzrośnie znacząco skala sporów, restrukturyzacji i upadłości. Z  perspektywy prawa karnego będziemy mieli natomiast wysyp zawiadomień do prokuratury. Jakich? Chociażby dotyczących oszustw.

Część osób z pewnością wykaże się bowiem rozumowaniem, już teraz dość często spotykanym, a sprowadzającym się do prostej zależności: nie zapłacił = oszukał!

Nie chcę takiego zachowania nadmiernie krytykować, rozumiem, że osoby, którym nie zapłacono pieniędzy za wykonane czynności lub dostarczone towary mogą czuć się oszukane, jednak takie subiektywne odczucie nie zawsze równoznaczne jest z faktycznym przestępstwem.

Patrząc na naszkicowany powyżej scenariusz można postawić pytanie czy niezapłacenie zobowiązań w związku z koronawirusem jest oszustem?

Co to jest oszustwo

Jak wielokrotnie pisałem na tym blogu oszustwo jest przestępstwem umyślnym, co więcej możliwym do popełnienia jedynie z tak zwanym zamiarem bezpośrednim, kierunkowym. Oznacza to, że sprawca popełnia je tylko wtedy gdy chce oszukać, czyli działa w celu uzyskania korzyści majątkowej wprowadzając inną osobą w błąd lub taki błąd wykorzystując albo też wykorzystując niezdolność takiej osoby do należytego pojmowania przedsiębranych przez nią działań.

Żeby zobrazować powyższe przytoczę część uzasadnienia wyroku SN, który zapadł w maju zeszłego roku. W wyroku Sąd Najwyższy stwierdził, że:

Pojęcie „korzyści majątkowej”, będącej celem działania sprawcy, jest rozumiane szeroko. Chodzi o aktualne i przyszłe przysporzenia mienia, ogólniej – polepszenie sytuacji majątkowej. Sprawca nie musi dążyć do przywłaszczenia mienia, czyli do uzyskania niegodziwej korzyści majątkowej. Jako stronie umowy może mu towarzyszyć nawet wola wywiązania się z niej w przyszłości. […] Rzecz jednak w tym, że w chwili zawierania umowy wywiązanie się z jej warunków przez sprawcę było nierealne z powodu jego sytuacji majątkowej, i gdyby druga strona […] znała tę sytuację, umowy by nie zawarła i nie rozporządziła mieniem. […] Rozporządzenie mieniem okazało się niekorzystne, ponieważ sprawca nie mógł dotrzymać żadnych terminów umowy (choćby z opóźnieniem ją wykonał).”

Wracając więc do odpowiedzi na postawione pytanie, jeżeli w zachowaniu sprawcy brak jest opisanych powyżej cech, nie możemy mówić o popełnieniu przestępstwa oszustwa.

Sprowadzając to do sytuacji panującej obecnie w Polsce, można powiedzieć, że jeżeli niespełnienie świadczenia, przeciągnięcie terminu płatności lub jeszcze inne perturbacje z wykonaniem zobowiązań zostały spowodowane stanem epidemii, to oczywiście jest to okoliczność wyłączająca postawienie komukolwiek zarzutu.

Każdy przypadek powinien być jednak rozpatrywany indywidualnie, zatem jeśli w wyniku takiego badania dojdziemy do wniosku, że zobowiązanie niezależnie od stanu pandemii i tak nie zostałoby wykonane albo, że w momencie jego zaciągania, jeszcze przed pandemią, stan majątkowy danej osoby nie pozwalał na wywiązanie się z niego, to powoływanie się na koronawirusa może już się nie udać.

***

Przed nami ciążki czas, niewątpliwie dla niektórych będzie to czas problemów zdrowotnych, ekonomicznych, osobistych. Pamiętajcie jednak, żeby również w tym trudnym czasie dokonywać właściwych wyborów, także z perspektywy działań biznesowych. Niektóre z nich mogą bowiem przynieść negatywne skutki w przyszłości.

Zostańcie w domu i bądźcie zdrowi!

Zdjęcie: Fusion Medical Animation

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 606 833 038 e-mail: lchmielniak@chmielniak.com.pl

Lewe faktury 1 listopada

Łukasz Chmielniak04 listopada 2019Komentarze (0)

1 listopada to dzień szczególny, nie tylko dla osób wierzących i praktykujących swoją wiarę. Każdy z nas w tym dniu sięga pamięcią do osób, które odeszły, do czasów, które minęły. Każdego z nas w tym dniu nachodzą różnego rodzaju refleksje i przemyślenia. Jest to dzień ciszy i zadumy.

Jak się jednak okazuje nie dla każdego. Otóż 1 listopada właśnie około godziny 17.30 otrzymałem pewien telefon, o którym teraz Wam opowiem. Usłyszałem odgłos dzwoniącej komórki. Wyświetlił mi się nieznany numer. Telefon postanowiłem jednak odebrać (staram się odbierać wszystkie telefony, szczególnie, że o różnych porach dnia i nocy dzwonią do mnie ludzie potrzebujący nagłej pomocy – taki zawód sobie wybrałem, nie wybrzydzam, wiem, że trzeba, odbieram). Co słyszę? Przedstawia się kobieta o młodym głosie, lekko niepewnym, w tle słyszę krzyki małych dzieci, pewnie więc przyszła “z grobów” i dzwoni z domu. Zaczyna pytaniem gdzie się dodzwoniła. Przeczuwam już, że to nie będzie normalny telefon od klienta więc przejmuję pałeczkę i pytam, gdzie chciała się dodzwonić i czego ode mnie oczekuje. Pani wyraźnie wybita z rytmu odpowiada, że czytała blog i potrzebuje konsultacji w sprawie faktur. Dopytuję więc, o jaką konsultację chodzi. W słuchawce zapada cisza. Powtarzam pytanie kilkukrotnie, jednak poza odgłosami: yyyy, eeee, no ten…., bo ja… nic więcej nie jestem w stanie się dowiedzieć. Przerywam więc tę farsę i grzecznie polecam aby w sprawie konsultacji prawnych Pani kontaktowała się z sekretariatem kancelarii. Kończę rozmowę.

Co to był za telefon?

Zapewne pani przeczytała wpis na moim blogu z 2013 roku pt. “Sprzedam koszty…”, w którym opisuję, prowokację, jakiej znajomy mój dopuścił się dzwoniąc do jednego z podmiotów handlujących lewymi fakturami. Post chociaż piętnujący takie zachowania stał się bardzo popularny wśród ludzi korzystających z tej formy “optymalizacji” podatkowej. Po jego opublikowaniu posypała się fala telefonów, od osób chcących zmniejszyć swoje obciążenia podatkowe. Post ten musiał pojawić się ostatnio znowu w wyszukiwarkach, bo na przestrzeni kilku miesięcy podobne telefony się powtarzały. Jako ciekawostkę podam, że zwracano się do mnie z prośbą o wystawienie rachunków na materiały budowlane, piece gazowe etc. Najczęściej nie miały one nic wspólnego z usługami prawniczymi. Wszystkie telefony były od osób potrzebujących faktur na niewielkie kwoty, których celem było niezapłacenie podatku sięgającego kwoty tysiąca, czy dwóch tysięcy złotych.

Dlaczego o tym piszę?

Otóż po pierwsze dlatego, że wspomniana sytuacja pokazuje, że skala oszustw podatkowych jest wciąż duża. Wiąże się nie tylko z działaniem zorganizowanych grup przestępczych tworzących karuzele podatkowe o milionowych obrotach, ale także drobnych przedsiębiorców. W moim przekonaniu takie postępowanie jest jednak równie niebezpieczne. Przypomina mi trochę mechanizm działania podatków pośrednich. Podatki ukryte w cenie produktu, chociaż stosunkowo niewielkie i nieodczuwalne dla potencjalnego “Kowalskiego” zapewniają gigantyczne wpływy do Skarbu Państwa. Tu jest podobnie. Przyjęcie lewej faktury na kilka tysięcy złotych nie jest w stanie uczynić Skarbowi Państwa znaczącej szkody, jednak gdy proceder taki ma charakter masowy sytuacja zmienia się zasadniczo. Po drugie opisane postępowanie “kobiety od telefonu” doskonale pokazuje, że nie wysokość, a nieuchronność kary ma zasadnicze znaczenie prewencyjne. Co komu po zaostrzeniu kar za wystawianie i korzystanie z lewych faktur, jeżeli nasze organy skarbowe i organy ścigania nie są w stanie niezwłocznie wykryć i przykładnie ukarać oszustów podatkowych, epatujących w biały dzień ogłoszeniami w internecie “sprzedam koszty” oraz osób, które z ich usług korzystają.  I na koniec mały apel. Być może zaskakujący. Polacy czytajcie książki, może poprawi się Wam rozumienie czytanego tekstu. Póki co i na tym polu jest fatalnie…

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 606 833 038 e-mail: lchmielniak@chmielniak.com.pl

5 października 2019 r. weszła w życie nowelizacja ustawy Kodeks postępowania karnego (wspominałem o tym w tym wpisie). Zmiany w Kodeksie, chociaż w moim przekonaniu dość istotne, w zasadzie nie były szerzej komentowane. Nie mówiło się o nich zbyt głośno, nie opisywano ich jakoś szczególnie. Muszę przyznać, że nawet środowisko prawnicze mało o nich wspomina. Nowela zaś wprowadziła do procedury karnej kilka istotnych nowości, które mogą mieć doniosłe znaczenie praktyczne. Jest to szczególnie ważne z tego względu, że nowelizacja „łapie w locie”, czyli w zasadniczej części nowe przepisy stosuje się do postępowań już toczących się.

Żeby zwrócić Waszą uwagę na zmiany w Kodeksie postępowania karnego opracowałem dziesięć, w moim przekonaniu, najistotniejszych zmian w pigułce. Publikuję je co tydzień na moim profilu na Linkedin. Tutaj chciałbym rozwinąć kilka z nich. Dodam, że szczegółowe i praktyczne omówienie zmian przez prawników kancelarii ukaże się niebawem w formie książkowego poradnika, o czym będę z przyjemnością informował!

Ale do rzeczy…

Jako obrońca jestem szczególnie czuły na wszelkie zmiany, które godzą w prawo do obrony lub zmniejszają uprawnienia oskarżonego w procesie karnym. Jedną z takich zmian jest z pewnością zmiana wprowadzona w art. 378 a kpk. Przepis ten reguluje do tej pory nieznaną zasadę, zgodnie z którą sąd może prowadzić postępowanie dowodowe nawet w razie usprawiedliwionej nieobecności oskarżonego lub jego obrońcy. Co prawda ustawodawca uznał, że zdarzyć się tak może jedynie w szczególnie uzasadnionych przypadkach, jednak nie zmienia to faktu, że taka regulacja znacząco osłabia uprawnienia podejrzanego w procesie. Dodam też, że często to, co ma być stosowane wyjątkowo staje się regułą (tak dzieje się chociażby w przypadku odczytywania protokołów z postępowania przygotowawczego na rozprawie). Myślę więc, że istnieje ryzyko, że przepis powyższy jako szczególnie wygodny dla sądu będzie nadużywany.

Co to oznacza?

Nic innego, jak to, że choroba, pobyt w szpitalu, wypadki losowe, takie chociażby jak kolizja w drodze na rozprawę, mogą nie powstrzymać sądu przed procedowaniem w sprawie. Wyobraź sobie, że na rozprawie ma być przesłuchiwany główny świadek oskarżenia, a Ty ciężko chorujesz, a Twój adwokat ma wypadek w drodze na rozprawę… I co ….? Zgodnie z nowym przepisem 378a kpk sąd może przesłuchać takiego świadka, a Ty pozbawiony jesteś możliwości obrony swoich racji.

Czy wszystko stracone?

Teoretycznie nie. Obrońca i oskarżony mogą bowiem na kolejnym terminie rozprawy złożyć wniosek o uzupełniające przeprowadzenie dowodów, przeprowadzonych podczas ich nieobecności. Podkreślenia jednak wymaga, że wniosek ów zostanie uwzględniony, tylko wtedy gdy wykażą oni, że sposób przeprowadzenia dowodu podczas ich nieobecności naruszał prawo do obrony lub inne gwarancje procesowe. Na tym jednak nie koniec problemów. Dodatkowo prawo do złożenia wniosku o ponowne przeprowadzenie dowodu nie będzie przysługiwało jeżeli okaże się, że nieobecność obrońcy lub oskarżonego na rozprawie nie była należycie usprawiedliwiona. Warto także dodać, że niezłożenie wniosku w terminie wskazanym powyżej powoduje brak możliwości jego złożenia w przyszłości.

Podsumowując

W moim przekonaniu, Kodeks postępowania karnego po nowelizacji zawiera przepis, który uderza w podstawowe prawo oskarżonego jakim jest prawo do obrony. Ponoć opisywana tu zmiana została wprowadzona do Kodeksu z inicjatywy sędziów, którzy wskazywali, że znacznie przyspieszy ona prowadzenie procesu. Cóż, jeżeli tak rzeczywiście było zakończę w ten sposób: ileż to razy sprawy „spadały” dlatego, że sąd nie zawiadomił strony, świadka, czy też z innych powodów leżących po stronie sądu. Może raczej warto wyeliminować takie błędy a nie pozbawiać oskarżonego jego podstawowych praw.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 606 833 038 e-mail: lchmielniak@chmielniak.com.pl

Co grozi za udział w karuzeli VAT?

Łukasz Chmielniak30 września 2019Komentarze (1)

Każdy Klient, który przychodzi do kancelarii prędzej, czy później zapyta: “Ile mi za to grozi?” Wbrew pozorom odpowiedź na powyższe pytanie nie jest prosta. Dzieje się tak z kilku względów. Po pierwsze, trzeba wspomnieć o ustawowych karach przewidzianych za dany czyn. Po drugie, odnieść się do praktyki orzekania w podobnych sprawach. Po trzecie, należy wziąć pod uwagę także indywidualną sytuację każdego Klienta. Nie bez znaczenia jest również przyjęta w sprawie linia obrony, która jeżeli nie doprowadzi do uniewinnienia, powinna minimalizować ryzyko wymierzenia surowej kary. Pamiętajmy w końcu, że wyrok wydaje człowiek, który może kierować się również innymi przesłankami. Może mieć lepszy, czy gorszy dzień, może być rozdrażniony lub wręcz przeciwnie, tryskać dobrym humorem. Te elementy też zapewne grają jakąś rolę w  wyrokowaniu, chociaż oczywiście nie powinny.

Jakie kary grożą uczestnikom karuzeli vat?

Zacznijmy od tego, że udział w karuzeli podatkowej jest złożonym zachowaniem. Dlatego też przy wymierzaniu kary za takie przestępstwo sąd bierze pod uwagę wiele przepisów, w których określone są rożne sankcje. Mogą być to zarówno przepisy Kodeksu karnego skarbowego, jak również przepisy Kodeksu karnego.

K.k.s.

W Kodeksie karnym skarbowym na szczególną uwagę zasługują art. 56 K.k.s zwany przez większość komentatorów oszustwem podatkowym. Za czyn ten grozi zasadniczo kara do 5 lat pozbawienia wolności lub wielomilionowa grzywna. Często spotykanym jest również art. 62 K.k.s. kryminalizujący niewystawienie faktury lub rachunku, wystawienie ich w sposób wadliwy, a także odmowę ich wydania (§ 1) , za co grozi kara grzywny. Na mocy tego artykułu kryminalizacji podlegają również wystawienie w sposób nierzetelny faktury lub rachunku, a także posługiwanie się nimi (§ 2), co zagrożone jest karą pozbawienia wolności od roku do 5 lat lub wielomilionową grzywną. Wspomnieć należy również o art. 76 K.k.s. kryminalizującym bezpodstawny zwrotu podatku. Za czyn ten ustawodawca przewidział, co do zasady, karę pozbawienia wolności do lat 5 lub karę grzywny.

K.k.

W przypadku Kodeksu karnego w grę będzie wchodził art. 286 K.k penalizujący oszustwo. Na mocy tego przepisu orzec można karę pozbawienia wolności do 8 lat, a w przypadku gdy szkoda spowodowana przestępstwem jest wyższa niż 200.000 PLN nawet do lat 10. Zazwyczaj kwalifikacja będzie również obejmowała art. 271 a K.k., który odnosi się do wystawiania faktur poświadczających nieprawdę lub ich używania. W podstawowym zakresie przepis ten przewiduje karę do 8 lat pozbawienia wolności. W przypadku gdy wartość faktur ogółem wynosi ponad 5 mln PLN przestępstwo to zagrożone jest karą od 3 lat pozbawienia wolności do lat 15. Na tym jednak nie koniec. Jeżeli wartość faktur ogółem przekracza kwotę 10 mln PLN, sąd wymierza karę w granicach od 5 do 25 lat pozbawienia wolności. 

Niezależnie od powyższego uczestnikom karuzeli podatkowej często stawia się zarzut brania udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, który to czyn zagrożony jest karą do 5 lat pozbawienia wolności. Możemy również spotkać zarzut prania pieniędzy z sankcją zasadniczo określoną na poziomie do 8 lat pozbawienia wolności.

Na mocy przepisów Kodeksu karnego sąd orzekając karę pozbawienia wolności może również orzec karę grzywny.

Wyżej wspomniane przepisy mogą pozostawać ze sobą w różnej konfiguracji. W takim przypadku sąd wymierzając karę za dane przestępstwo będzie kierował się przepisem przewidującym karę najsurowszą, na podstawie pozostałych przepisów może zaś orzec inne środki.

Dyrektywa idzie z góry

W ostatnich latach znaczącemu zaostrzeniu uległy przepisy odnoszące się do przestępstw podatkowych. Świadczy o tym chociażby wprowadzenie do prawa karnego wspomnianej już w niniejszym wpisie zbrodni vatowskiej. W ślad za zmianami przepisów swoją postawę zmienili również prokuratorzy domagając się kar ekstremalnie surowych. Wielu z nich powołuje się na swoiste dyrektywy, które spływają do nich “z góry”. Mają one dotyczyć właśnie między innymi wysokości wnioskowanych kar. Oczywiście sędziowie rozstrzygający konkretne sprawy nie są związani wnioskami prokuratorów, jednak nigdy nie wiadomo kiedy taki wniosek trafi na podatny grunt. To wszystko sprawia, że ryzyko wymierzania surowych kar w sprawach karuzelowych w ostatnim czasie wzrosło.

Nie tylko kary

Nie tylko kar należy obawiać się w procesie dotyczącym karuzeli. Oprócz kar sąd może bowiem orzec chociażby przepadek korzyści pochodzącej z przestępstwa, przepadek przedsiębiorstwa służącego popełnieniu przestępstwa, a także chociażby obowiązek naprawienia szkody powstałej w wyniku przestępczej działalności. Czasami środki takie będą dużo bardziej surowe niż wymierzone przez sąd kary.

Z uwagi na charakter wpisu problem karania za przestępstwa karuzelowe postarałem się przedstawić w jak najprostszej formie i jednocześnie bardzo skrótowo. O tym można bowiem z pewnością napisać niejedną książkę. Nie jest jednak moim celem zanudzanie Was, a jedynie zwrócenie uwagi na zagadnienie surowości sankcji za tego typu przestępstwa. Temat karuzeli będę kontynuował w kolejnych wpisach. Chociaż nie ukrywam, że nadchodzące wydarzenia (chociażby nowelizacja K.p.k.) mogą w pewnym stopniu zaburzyć rytm pisania. Tak czy inaczej zapraszam jak zawsze do lektury.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 606 833 038 e-mail: lchmielniak@chmielniak.com.pl