Owoce z zatrutego drzewa – uwaga trujące!

Łukasz Chmielniak    23 maja 2016    8 komentarzy

Na pewno już wiesz, że 15 kwietnia 2016 roku weszła w życie kolejna zmiana Kodeksu postępowania karnego. Stało się to trochę ponad pół roku po tym, jak do polskiego systemu prawnego został wprowadzony tak zwany kontradyktoryjny model procesu karnego – przypomnę, że ten obowiązywał od 1 lipca 2015 roku. Ostatnie zmiany w procedurze karnej w sposób dość bezwzględny zniosły formułę procesu kontradyktoryjnego, zastępując ją na powrót procesem o charakterze inkwizycyjnym (wiem, już sama nazwa brzmi strasznie).

W zasadzie z ostatniej zmiany cieszą się chyba tylko prokuratorzy, gdyż formuła inkwizycyjnego procesu wyręcza ich z wykonywania wielu czynności, smucą się z pewnością adwokaci (przynajmniej ich większa część). Nigdy nie kryłem sympatii do procesu kontradyktoryjnego, a niechęci do inkwizycyjnego, chociaż z obowiązku muszę stwierdzić, że Kodeks, który wszedł w życie 1 lipca 2015 roku z pewnością doskonały nie był i pewnie w niedługim czasie wymagałby pewnych korekt. Kierunek wprowadzonych zmian był jednak właściwy i należało nim podążać.

Długo można rozpisywać się o zaletach procesu kontradyktoryjnego, jednak nie ma to już obecnie większego sensu, skoro  przestał on w zasadzie obowiązywać. Skupmy się więc na nowych rozwiązaniach prawnych, a konkretnie na przepisie wprowadzającym możliwość wykorzystania w toczącym się procesie karnym dowodów zdobytych w drodze przestępstwa.

Przypomnę, że wraz z wejściem w życie 1 lipca 2015 roku procesu kontradyktoryjnego do polskiego systemu prawnego została wprowadzona zasada, zgodnie z którą podczas procesu nie można było wykorzystywać dowodów pozyskanych na jego potrzeby za pomocą przestępstwa. Było to dobre rozwiązanie, ucinające definitywnie praktyki służb, które często budowały oskarżenia w oparciu o dowody pozyskane podczas działań operacyjnych.

Niestety 15 kwietnia 2016 roku rzeczywistość prawna zmieniła się praktycznie o sto osiemdziesiąt stopni. Od tego bowiem dnia w procesie karnym mogą być wykorzystywane dowody pozyskane  przez funkcjonariuszy z naruszeniem procedury lub w wyniku przestępstwa. Wyjątek dotyczy jedynie tych dowodów, które zostały pozyskane w wyniku zabójstwa, umyślnego spowodowania uszczerbku na zdrowiu lub pozbawienia wolności.

Zatem w zasadzie w każdej sytuacji, za wyjątkiem gdy zostaną popełnione najpoważniejsze przestępstwa, służby mogą zdobywać dowody z przekroczeniem prawa, a sąd w oparciu o tak zgromadzony materiał zobowiązany jest wyrokować (!). Zwróć uwagę, że nie chodzi tu tylko o kwestię podsłuchów, czy innych form inwigilacji, legalnym dowodem będzie bowiem także ten zdobyty na przykład w wyniku zastraszania, stalkingu, czy włamania, a to już dość niepokojąca perspektywa.

Przepis wprowadzający opisaną regulację został już zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego przez Rzecznika Praw Obywatelskich, w moim przekonaniu winien zostać uznany za niekonstytucyjny. Poczekajmy jednak na wyrok i jego losy.

{ 8 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Daniel Anweiler Maj 23, 2016 o 21:05

No cóż wracają do sądów stare dobre i sprawdzone metody. Powstaje tylko pytanie ile osób zostanie skazanych na podstawie dowodów zatrutych. Zakładając, że TK orzeknie o nie konstytucyjności tychże przepisów ciekaw jestem spraw o wznowienie postępowania.

Odpowiedz

Łukasz Chmielniak Maj 24, 2016 o 09:11

Niestety to wszystko jest częścią psucia wymiaru sprawiedliwości. Już teraz można zanotować poważny problem z jego stabilnością, a będzie jeszcze gorzej, jeżeli nadal w tak nieprzemyślany sposób będzie następować jego „reformowanie”…

Odpowiedz

Arkadiusz Szczudło Maj 28, 2016 o 18:56

Pytanie, czy orzeczenie TK będzie orzeczeniem co do którego rząd będzie się stosował?

Odpowiedz

Daniel Anweiler Maj 29, 2016 o 20:40

To pewnie zależy od treści orzeczenia.

Odpowiedz

Janusz Listopad 7, 2016 o 23:49

Rozumiem, że nazwą modelu „inkwizycyjnego” określacie taki model procesu, w którym sąd dysponując doświadczeniem na tyle wprawnie odbierał zeznania i kierował pytaniami, aby wyłapać lub wręcz uniemożliwić składanie fałszywych zeznań. Stał na straży prawdziwości zeznań świadków i jemu przypadała rola w ustalania prawdy. W takim razie nie macie pojęcia jak wyglądają procesy obecnie, jak powszechność składania zeznań fałszywych uniemożliwia prawidłowość wyrokowania i tym samym wymierzanie sprawiedliwości. Albo dajecie poklask sytuacji i czasom, w których tolerancja dla nadużyć i spadek poszanowania sądu – stają się normą. Według mnie zmiany w prawie podążają we właściwym kierunku i skończy się przymykanie oczu na kłamstwa świadków. Pozdrawiam.

Odpowiedz

Łukasz Chmielniak Listopad 10, 2016 o 13:40

Szanowny Panie,

dziękuję za komentarz. Proszę pozwolić, że napiszę kilka słów wyjaśnienia, wydaje mi się bowiem, że nie do końca zrozumiał Pan wpis, który opatrzył Pan komentarzem.

Model inkwizycyjny procesu to w uproszczeniu taki, w którym sąd pełni aktywną rolę, poszukuje dowodów, przeprowadza te dowody z urzędu, ma obowiązek badać z urzędu istotę, przedmiot sprawy. W modelu tym sąd „wyręcza” trochę organ oskarżycielski, który często pozostaje bierny w toku sprawy, bywa, że nie angażuje się w sprawę, bo może liczyć na to, że „robotę” wykona za niego sąd.

Natomiast model kontradyktoryjny w uproszczeniu to formuła, w której sąd ma przybierać rolę bezstronnego arbitra, wsłuchiwać się w argumenty przedstawione przez strony (oskarżyciela i obrońcę) i w oparciu o te argumenty wyrokować. Jeżeli ma wątpliwości może w wyjątkowych sytuacjach sprawę wyjaśniać, ale nie taka jest generalnie jego rola. Ta formuła wymusza większą aktywność stron, zarówno prokuratora, jak również obrońcy. Przy założeniu tego, że sąd jest bezstronnym arbitrem muszą one włożyć więcej wysiłku w przygotowanie do sprawy i udowodnienie swoich racji.

Powyższe nie ma nic wspólnego z dopuszczeniem do składania fałszywych zeznań przez świadków w toku procesu. Świadkowie mają bowiem obowiązek w każdym postępowaniu mówienia prawdy. Złożenie fałszywych zeznań jest zawsze przestępstwem. Zeznania świadka, zarówno w toku postępowania inkwizycyjnego, jak również kontradyktoryjnego, są oceniane przez sąd w taki sam sposób. Sąd daje wyraz swojej ocenie w uzasadnieniu wyroku, co więcej, jeżeli stwierdzi, że ktoś fałszywe zeznania składa ma obowiązek zawiadomić o tym organy ścigania. Dzieje się tak niezależnie od przyjętego kształtu postępowania karnego.

Przyjęcie procesu kontradyktoryjnego, nie ma nic wspólnego z, jak Pan to ujął, „dawaniem poklasku, czasom, w których tolerancja dla nadużyć i spadek poszanowania sądu – stają się normą”. Wręcz przeciwnie. Model kontradyktoryjnego procesu karnego nie służy promocji przestępczości. Skąd taki pogląd?

Nawiasem mówiąc proces, o którym Pan pisze (rozumiem, że uczestniczy Pan w nim osobiście) najprawdopodobniej toczy się właśnie w formule inkwizycyjnej , co wzmacnia tylko to co napisałem powyżej.

W komentarzu ujął Pan również tezę, że popiera Pan kierunek zmian w prawie karnym. Napisał Pan ów komentarz pod wpisem, w którym opisuję to, że można obecnie pozyskiwać dowody za pomocą przestępstwa. Rozumiem więc, że Pan takie działania popiera. Jeżeli tak rzeczywiście jest to, w moim przekonaniu, nie jest to właściwe postępowanie. Nie można bowiem dopuścić aby w XXI wieku w jakimkolwiek cywilizowanym państwie takie sytuacje były dopuszczalne. Takie metody zdobywania dowodów są rodem z systemów totalitarnych. Obowiązkiem jest się im sprzeciwiać.

Pozdrawiam

Odpowiedz

Janusz Listopad 13, 2016 o 00:27

Witam, bardzo możliwe, że nie do końca zrozumiałem wpis…

Skąd założenie, że sąd „wyręczy” tylko prokuratora? Aktywność ma dotyczyć obu stron. A tak nawiasem, doświadczony sędzia, w większości jest w stanie bardzo szybko ocenić stan faktyczny, przynajmniej w sprawach, w których prawda nie leży „po środku”.

Model, za którym Pan tęskni, wkraczał już od kilkunastu lat do sal sądowych niejako „tylnymi drzwiami”, przyczyniając się do zjawisk opisanych wcześniej („zawodowi świadkowie”, brak ponoszenia konsekwencji za kłamstwa, etc.).

Spowodowało to, że sędzia stał się po prostu urzędnikiem. Nastąpił całkowity spadek poziomu rozstrzygania, a przez to zapadło więcej niesprawiedliwych wyroków. Obecnie będzie musiał wsłuchiwać się jeszcze uważniej i na poczekaniu reagować. Odejdą miernoty. Bez urazy, ale taka jest smutna prawda.

Kiedy zdarzyło się Panu wnioskować o ukaranie za składanie fałszywych zeznań? Czy zajął się tym ktokolwiek? Sąd, prokurator?

Wątpię, zwłaszcza, że od kilku ładnych lat zauważam zdecydowaną regresję wśród tych ostatnich. Przykład: prokuratorzy stołeczni nie umieją się skupić na tyle, by przeczytać kilkustronicowe akta. Pierwszy umarza mi sprawę (z art. 286 p.1 kk) na podstawie braku wpłaty (podaje tak oskarżony w zeznaniu przed policją), więc cofamy się do sądu. Za chwilę kolejny to podtrzymuje, znowuż sąd i po raz trzeci dochodzimy do całkiem wysokiego szczebla… umorzenie! Oczywiście dowód przelewu jest załączony do akt, tyle, że to już 5 strona… Trzecia wizyta w sądzie, żeby sprawa ruszyła. Ponad pół roku straconego czasu… O przepraszam, dokończę jutro…

Pozdrawiam.

Odpowiedz

Łukasz Chmielniak Listopad 15, 2016 o 12:22

Dziękuję za komentarz.

Spieszę z odpowiedzią..

„Skąd założenie, że sąd „wyręczy” tylko prokuratora? Aktywność ma dotyczyć obu stron”

Z praktyki. Sądy niechętnie uniewinniają (zaledwie około 2 % spraw karnych kończy się wyrokiem uniewinniającym. Dla porównania, w Europie zachodniej jest prawie dziesięć razy więcej uniewinnień). W większości przypadków sędzia będzie poszukiwał z urzędu dowodów winy, a nie niewinności. Łatwiej jest skazać niż uniewinnić. Dopuszczam się pewnych uogólnień, ale z mojej praktyki (nie tylko zresztą mojej) tak to właśnie wygląda. Oczywiście spotkałem w swojej praktyce na sędziów, którzy bardzo obiektywnie podchodzili do prowadzonej sprawy.

„Model, za którym Pan tęskni, wkraczał już od kilkunastu lat do sal sądowych niejako „tylnymi drzwiami”, przyczyniając się do zjawisk opisanych wcześniej („zawodowi świadkowie”, brak ponoszenia konsekwencji za kłamstwa, etc.).”

Moje doświadczenie jest zupełnie odwrotne. Na salach sądowych utrwalał się proces inkwizycyjny. Widać to chociażby na przykładzie odczytywania w postępowaniu sądowym zeznań świadków zebranych w ramach postępowania przygotowawczego. W postępowaniu przygotowawczym dowody z przesłuchania świadków często gromadzone są w warunkach pozbawiających oskarżonego możliwości ich weryfikacji (poprzez niedopuszczenie do czynności przysłuchania, zadawania pytań etc.), w postępowaniu sądowym powinna panować natomiast zasada bezpośredniości. Świadkowie winni zostać przesłuchani przez sąd przy udziale dwóch stron, a sąd może odczytać zeznania z postępowania przygotowawczego jedynie w określonych (wyjątkowych) przypadkach i tylko „w odpowiednim zakresie”. Otóż te wyjątki stawały się regułą i sądy odczytywały zeznania w całości za każdym razem. W ten sposób do postępowania sądowego przedostawały się zeznania zebrane w fazie postępowania przygotowawczego stając się dowodem w sprawie. To przykład patologii, która stała się regułą, a która została zmieniona w zaproponowanym procesie kontradyktoryjnym.

Większość sądów widząc braki w akcie oskarżenia sama prowadziła postępowanie dowodowe, gnana zasadą prawdy materialnej – to kolejny przykład (w moim przekonaniu niewłaściwego postępowania, sprowadzającego się do wyręczania organów ścigania).

Prawdą jest, że świadkowie czasami mijają się z prawdą, ja również jestem za tym żeby wyciągać konsekwencje z takich zachowań – ale nie ma to nic wspólnego z formułą procesu, o której rozmawiamy. Brak reakcji tłumaczyłbym raczej niekompetencją organów ścigania (ewentualnie sądu), tak jednak jest niezależna od przyjętego sposobu procedowania.

„Spowodowało to, że sędzia stał się po prostu urzędnikiem. Nastąpił całkowity spadek poziomu rozstrzygania, a przez to zapadło więcej niesprawiedliwych wyroków. Obecnie będzie musiał wsłuchiwać się jeszcze uważniej i na poczekaniu reagować. Odejdą miernoty. Bez urazy, ale  taka jest smutna prawda.”

Zgoda, tyle, że to nie ma nic wspólnego z formułą procesu. Ja również zauważam błędy w sprawowaniu wymiaru sprawiedliwości. Również uważam, że wymiar sprawiedliwości należy uzdrawiać, że potrzebuje on gruntownej reformy. Raz jeszcze powtórzę, że formuła procesu kontradyktoryjnego temu miała między innymi służyć, miała się przyczynić do odciążenia sądów, przyspieszenia postępowań etc. To prokuratorzy mieli zostać obciążeni rzetelniejszym przygotowaniem do sprawy i prowadzeniem sporu karnego. Nawiasem mówiąc, jeżeli chodzi o formułę procesu, to obecnie jest ona taka sama jak była przed 1 lipca 2015 roku. Jeżeli zatem Pana zdaniem wywoływała ona liczne patologie, to przywrócenie jej nic nie zmieni. Nawiasem mówiąc, nie sądzę aby zmiany w przepisach prawa obecnie proponowane przez ustawodawcę uzdrowią sądownictwo, wręcz przeciwnie.

„Kiedy zdarzyło się Panu wnioskować o ukaranie za składanie fałszywych zeznań? Czy zajął się tym ktokolwiek? Sąd, prokurator?”

Tak zdarzyło mi się wielokrotnie i zajął się. Uczciwie powiem, że nie zawsze tak było.

„Wątpię, zwłaszcza, że od kilku ładnych lat zauważam zdecydowaną regresję wśród tych ostatnich. Przykład: prokuratorzy stołeczni nie umieją się skupić na tyle, by przeczytać kilkustronicowe akta. Pierwszy umarza mi sprawę (z art. 286 p.1 kk) na podstawie braku wpłaty (podaje tak oskarżony w zeznaniu przed policją), więc cofamy się do sądu. Za chwilę kolejny to podtrzymuje, znowuż sąd i po raz trzeci dochodzimy do całkiem wysokiego szczebla… umorzenie! Oczywiście dowód przelewu jest załączony do akt, tyle, że to już 5 strona… Trzecia wizyta w sądzie, żeby sprawa ruszyła. Ponad pół roku straconego czasu… O przepraszam, dokończę jutro…”

Walka z wiatrakami w sprawach oczywistych również się mi przytrafia. Niekompetencja także. Dlatego jestem za reformą wymiaru sprawiedliwości. Jestem również zwolennikiem specjalizacji zarówno w sądach, jak też organach ścigania. I oczywiście za niezawisłością, której niestety jest coraz mniej…

Pozdrawiam

Odpowiedz

Dodaj komentarz